Finanse i Controlling 58/2018

FiC_58.jpg

Mergers & Acquisitions

Tak, proszę Państwa, po 25 maja roku Pańskiego 2018 obudziliśmy się w nowej rzeczywistości opisanej przez osławione (a może niesławne?) unijne rozporządzenie o ochronie danych osobowych, zwane potocznie RODO. Tym razem ranga tego aktu prawnego sprawiła, że nasza lokalna, polska maszynka ustawodawcza (słowa „maszynka” użyłem z pełną świadomością i premedytacją) nie musiała odrywać się od zwyczajowych zajęć i mogła spokojnie sobie majstrować przy wynagrodzeniach parlamentarzystów i szkolnej wyprawce. Akt ten bowiem wszedł w życie automatycznie, bez udziału krajowych legislatyw.

Gorączka RODO zdominowała wszystkie kanały komunikacji biznesowej – od zawalonych przez firmy wypełniające „obowiązek informacyjny” skrzynek e-mailowych, po czasem groźnie, czasem śmiesznie (a czasem i jedno, i drugie) brzmiące wpisy użytkowników portalu LinkedIn. Wymęczyło i wynudziło nas wszystkich solidnie, w rezultacie czego nikt tak naprawdę nie czuje się poinformowany, a ci co powinni nas informować de facto nie zdołali tego zrobić.

Można zatem śmiało powiedzieć, że przez kilka majowych tygodni byliśmy dość zajęci, co w połączeniu z kolejnymi niedzielami wolnymi od handlu (co za przewrotne użycie słowa „wolny”!), zauważymy – być może – w tąpnięciu PKB.

Nie chciałbym, aby mój sarkazm był źle rozumiany. Ochrona naszej prywatności jest oczywiście niezwykle istotna i nikomu nie powinna być obojętna. Jednakże zastosowanie tych samych instrumentów ochronnych dla takich danych jak informacje o stanie zdrowia czy wyznaniu oraz informacji, że Kowalski pracuje jako zaopatrzeniowiec w przedsiębiorstwie należącym do Wiśniewskiego wydaje się wylewaniem dziecka razem z kąpielą.

Gorączka RODO przyniosła nam falę interpretacji, opinii, zaleceń i rekomendacji, z którymi niekiedy sromotnie przegrywa zdrowy rozsądek. Narosłe mity i nieporozumienia dodatkowo podgrzewają atmosferę. Tworzy to oczywiście kolejne zawirowanie i nowy element zarządzania ryzykiem w przedsiębiorstwach, angażuje zasoby, zmniejsza konkurencyjność, biurokratyzuje często banalne procesy wewnętrzne. Tworzy także klimat, w którym kultowy cyrk Monty Pytona odnalazłby się znakomicie.

Przesadzam? A co Państwo powiedzą na takie dictum: „niniejszym proszę zaprzestać przetwarzania danych osobowych naszego przedsiębiorstwa” (autentyk!), albo na sprawdzanie obecności naszych dzieci na lekcji poprzez wywoływanie numeru w dzienniku? Trochę się „i śmiesznie, i straszno” robi.

I może nie dziwiłaby mnie ta atmosfera dbałości o szczegóły dotyczące danych osobowych, gdyby nie prowadziła ona do tak absurdalnych i nieracjonalnych zachowań i decyzji. Szczególnie że owa wrażliwość i czujność najczęściej przestaje obowiązywać po zalogowaniu się na konto na Facebooku czy Instagramie. Czy ktoś rozumie te sprzeczności ludzkiej natury?

Pobranie wydania w formie pliku PDF możliwe dla zalogowanych użytkowników serwisu. Jeśli posiadasz aktywną prenumeratę przejdź do LOGOWANIA. Jeśli nie jesteś jeszcze naszym Czytelnikiem wybierz najkorzystniejszy WARIANT PRENUMERATY.

Zaloguj Zamów prenumeratę Kup pojedyncze wydanie

Spis treści

Archiwum

Polecamy